Ulver – mistrzowie mrocznych emocji

źródło: rockmetal.pl

źródło: rockmetal.pl

Dzisiaj dla odmiany o nieco innej, choć nie koniecznie, muzie. Nie koniecznie, ponieważ zespół ten na początku obracał się w brzmieniach black metalowych. Podczas niemal 20 lat swojego istnienia kapela przemierzyła bardzo odmienne obszary muzyczne: metal, folk, muzykę filmową oraz elektroniczną. Co więcej, nie można powiedzieć, że utknęli na jakiejś muzycznej mieliźnie – granej przez nich muzyki nie da się jednoznacznie określić. Należą do osobnej, najciekawszej dla mnie kategorii, którą nazywam: kapele poszukujące. Mowa o zespole Ulver, pochodzącym w Norwegii, a założonym przez Kristoffera Rygga, znanego jako Garm.Niedawno, 22 lutego, po raz pierwszy i miejmy nadzieję nie ostatni, polscy fani mieli okazję zobaczyć kapelę na żywo w krakowskim klubie Studio. Nie do końca było wiadomo, czego się można spodziewać, ponieważ frontman kapeli znany jest z tego, że nie przepada za publicznymi występami, więc w ich dorobku do niedawna było zaledwie kilka koncertów.
Okazało się jednak, że zespół świetnie się sprawdza na koncertach. Co więcej, potrafi wytworzyć atmosferę, która sprawia, że człowiek „odkleja” się od rzeczywistości i przez ponad godzinę staje się uczestnikiem metafizycznego niemalże wydarzenia. Bo Ulver na żywo, to nie tylko poruszająca muzyka, dziwne, a jednak harmonijne dźwięki, to także gra setek chwilami oślepiających świateł i niezwykle wymowne, chwilami abstrakcyjne wizualizacje. Wszystkie elementy łączy bardzo niski, melancholijny, a jednocześnie ciepły głos Garma. Całość wciąga i sprawia, że lodowate dreszcze wędrują wzdłuż kręgosłupa w dół i w górę.
Zabrakło mi może wcześniejszej twórczości zespołu, zwłaszcza chociaż namiastki niesamowitej płyty Kveldssenger, zwanej pierwszą akustyczną płytą nagraną przez zespół metalowy. Jednak z drugiej strony, zagrane utwory z ostatnich trzech płyt: Perdition City, Blood Inside i Shadows of The Sun stworzyły spójną całość i pozwoliły na eskalację wyzwalanych emocji.
Koncert zakończył się niespodziewanie i jak to zwykle bywa, za szybko. Ot po prostu, Garm zatrzasnął swojego laptopa i muzycy zeszli ze sceny. Na bis w przypadku Ulvera nie można było liczyć, ale może to i dobrze, bo pozostało lekkie nienasycenie.
Natomiast po zejściu ze sceny zespół wyszedł do ludu i dzielnie znosił setki pytań i tysiące podsuwanych do podpisu płyt, plakatów, koszulek i innych nadających się do złożenia autografu rzeczy.
Dodatkowym smaczkiem wydarzenia była możliwość kupienia oprócz koszulek i płyt CD, trzech ostatnich płyt kapeli wydanych na winylach. I nawet ceny nie były zastraszające, jedna płyta kosztowała około 80 złotych.

No related posts.

Tags: , ,